środa, 4 lutego 2015

Rozdział 3

-Ta pani była kochanką taty. A nawet narzeczoną. Spotykali sie od roku.
Nie mogłam w to uwierzyć mój własny ojciec zdradzał moja mamę z ta baba ?
-Jest także ojcem dla innej dziewczyny
-Ale to nie możliwe. Nie możliwe rozumiecie ?! Ja jestem jego jedyną córką, a to jest jego jedyna żona!  - wykrzyczałam
-Niestety kochanie. Też jestem tym załamana. Nie myślałam, że takie coś się kiedykolwiek wydarzy.
-Nie wierze wam ! To jest chore! - wykrzyczałam i pobiegłam do swojego pokoju, zamknęłam drzwi na klucz i rzuciłam się na łóżko. Płakałam, nie wiem jak długo, ale po jakimś czasie zasnęłam.
~~~
Obudziłam się. Byłam wykończona tą nocą. Ciągle śnił mi się on - mój ojciec. Zerknęłam na telefon. Zegar wskazywał godzinę 17:23. Nie miałam ochoty na nic. Wstałam i podeszłam do lustra. Przestraszyłam się widząc to, co tam zobaczyłam. Zobaczyłam bezsilną dziewczynę z przekrwionymi oczami, ciemnymi worami pod oczami i tęczówkami pełnymi bólu, smutku i samotności.
Odkręciłam kran z zimną wodą i ochlapałam nią twarz. Automatycznie się obudziłam. Powoli wyszłam z łazienki znajdującej się w moim pokoju. Przeszłam przez pokój, po drodze chwytając bluzę, gdyż zrobiło się zimniej. Wyszłam na hol i usłyszałam kłótnie. Po cichu zeszłam kilka schodków i nadsłuchiwałam.
- Ale Wren ty nie rozumiesz, że to cie niszczy?! Nie jesteś już tym samym synem, który był przed kilkoma laty. Nie mowie żebyś był posłuszny i na każde zawołanie, ale żebyś nie brał tych gówien.
- Nie jestem już twoim maminsynkiem! Mam 15 lat, a nie 4! Nie obchodzi mnie to, co ty mówisz! Zawsze się mnie czepiałaś o wszystko! Wolałbym być z teraz z tatą, niż z tobą! Gdyby nadal żył na pewno byś tak teraz nie mówiła! To ty go zabiłaś! To przez ciebie popełnił samobójstwo! Mam ciebie dosyć! Nienawidzę Cię! - Wren wyszedł z domu z trzaskiem drzwi, a moja mama stała zaskoczona tą, całą sytuacją. Zresztą, ja też. Po cichu zeszłam w dół schodów i podeszłam do rodzicielki.
- Mamo. On tak naprawdę nie myśli. To nie twoja wina. Wren nie chciał tego powiedzieć. To przez te narkotyki. Gdyby był "trzeźwy" na pewno by tego nie powiedział.
- Ale on mnie nienawidzi. Zresztą. Każdy mnie nienawidzi i obwinia za śmierć ojca. To prawda. To przeze mnie.
- Ale o czym ty mówisz mamo ?
- Proszę usiądź. Wszystko ci opowiem.
- Może zrobić Ci herbatę mamo ?
- Dziękuje córciu. Po proszę taka, jak zawsze.
Pokiwałam twierdząco głową  Wstałam i poszłam do kuchni. Wstawiłam wodę do czajnika. Podeszłam do szafki i wyciągnęłam dwa kubki. Różowy i żółty. Wrzuciłam do nich torebki z herbatą o smaku owoców leśnych. Zalałam wrzącą wodą. Posłodziłam i zaniosłam do salonu. Jeden kubek podałam rodzicielce, a drugi postawiłam dla siebie na stoliku.
Widziałam, że mama zbiera wszystko w sobie, więc siedziałam wyczekująco. Wreszcie wzięła głęboki oddech i zaczęła opowiadać:
- Wiec na pewno się dziwisz, dlaczego ojciec popełnił samobójstwo i dlaczego to moja wina ?
- Mamo, ja wiem wszystko. Wiem, że to przez finanse, a nie przez ciebie i...
- To nie przez finanse... - zdziwiłam się - wczoraj Emily, kochanka Stevena, znaczy twojego taty, powiedziała mi, że on się jej oświadczył, oczywiście się zgodziła. Jednak kiedy jakieś 2 tygodnie później rozmawiali o weselu, twój tata przypadkowo powiedział, że ma żonę, czyli mnie. Emily nie dała za wygrana i zmusiła ojca do wyznania prawdy. Kiedy on jej o nas opowiedział, ona zażądała, albo ona i Spencer, albo ja i wy. On wybrał ją, ponieważ, jak to jej powiedział, mnie już nie kochał, ale jednak miał poczucie winy i nie potrafił powiedzieć mi prawdy. Nie wytrzymywał już psychicznie. Z jednej strony kochał Emily i chciał z nią być, a z drugiej strony nie miał odwagi zostawić nas samych. Aż w końcu nie dał rady i się powiesił...
Zaczęłam płakać. Zakryłam twarz dłońmi, a chude ramiona mojej mamy mnie przytuliły.
Dlaczego tata nam to zrobił?! Dlaczego nic mi i Wren'owi nie powiedział?! Nie rozumiem tego...z jednej strony jest mi go cholernie żal, ale z drugiej nienawidzę tego drania...
My już się mu znudziliśmy? Dlaczego wybrał inna? My mu nie wystarczaliśmy ? A nawet gdyby. Czemu nie powiedział tego mamie wcześniej, tylko spotykał się z tą lafiryndą, a przed nami udawał. Płakałam z mamą, aż poczułam wibracje, co oznaczało nową wiadomość. Odsunęłam się lekko od mamy i wyciągnęłam telefon.
Od Wren'a: Siostra przyjedziesz po mnie do klubu ? Wren

Do Wren: A czemu mam po Ciebie przyjechać?

Po niespełna dwóch minutach dostałam odpowiedź

Od Wren: Bo nie mam auta, a dodatkowo piłem, więc nie mógłbym prowadzić, a taksówką nie pojadę, bo całą kasę wydałem na drinki. To przyjedziesz czy nie ?

Do Wren: Okey. Który klub ?

Od Wren: Night Club na Wall Street 43. Czekam.
Do Wren: Będę za 30 minut.

- Mamo. Wren napisał. Muszę po niego jechać. Będzie dobrze.
- Dobrze, dobrze. Jedź, a ja zrobię dla nas obiad. Co chcesz do jedzenia ?
- Może... Naleśniki z czekoladą ?
- Dobrze. A ty już leć po niego.
- Pa mamo.
- Pa.
Wzięłam bluzę, bo był lekki wiatr. Wsiadłam do mojego czarnego land rover'a i pojechałam pod wskazany adres. Już z daleka zauważyłam brata, siedzącego na ławce z głową w telefonie. Zatrzymałam się przed nim, lecz nie raczył nawet spojrzeć. Otworzyłam okno i krzyknęłam.
- Albo w tej chwili mi wsiądziesz do samochodu, albo Cię tu zostawię.
Automatycznie podniósł głowę i z wielkim uśmiechem na twarzy, w podskokach, podszedł do auta. Otworzył drzwi i usiadł na miejscu pasażera.
- Siema siostra - już od razu wyczułam w jego oddechu alkohol i... narkotyki ?
- Wren czy ty znowu brałeś te gówna ?!
- Jakie gówna ?! O czym ty mówisz ?!
- O jakich gównach ja mówię?! O tych narkotykach. Miałeś przestać to robić !
- I przestałem... na 2 dni !
- 2 dni ? Wren !! Jutro jedziesz na terapie. Znowu !
 - Co ? Ja nie jadę na żadną terapię!
- Jedziesz i koniec! A teraz zapinaj pasy, bo nie chcę dostać mandatu.
- No już, już. - zapiął czarny pas bezpieczeństwa - zadowolona ?!
- Jak nigdy !
Po 15 minutach byliśmy przed domem. Wren przez całą drogę się nie odzywał. Widać było po nim, że jest zły na mnie. Nie obchodziło mnie to czy chce iść jutro na ta terapie czy nie. Musi się leczyć. Inaczej to się skończy dla niego tragicznie.
Wysiadłam z auta i weszłam do domu. Wren zdjął buty i poszedł na górę. Poczułam zapach smażonych naleśników i topionej czekolady. Podreptałam za zapachem do kuchni.
Ujrzałam mamę przy kuchence, która właśnie przekładała nasz obiad na talerzyki. Wlała stopioną czekoladę do miseczek i postawiła to na blacie, dając mi znak, że mogę już zabrać to do salonu.
Usiadłyśmy na kanapie i zaczęłyśmy jeść.
-Dzisiaj mieliście w szkole wolne?- zapytała mama.
-Mm...tak. W szkole nadal jest remont sali od biologii. A że prawie wszystkie klasy maja tam lekcje jutro..- powiedziałam z pełnymi ustami. Nalałam sobie do szklanki soku z granatów i wypiłam zawartość. - ...lekcje zostały odwołane - uśmiechnęłam się do mamy. Kiwnęła głowa i odwzajemniła uśmiech.


*Ranek*
Wstałam za pomocą mojego ukochanego budzika (czujecie ten sarkazm -,-), który brzęczał mi przy głowie. Zwlokłam się z łóżka (bo wstaniem tego się nie da nazwać) i skierowałam się do łazienki. Ogarnęłam się, spakowałam do szkoły i zjadłam śniadanie. Zajęło mi to wszystko 1,5 godziny..no tak.. w końcu jestem kobietą. Miałam na sobie spódniczkę w paski, białą bluzkę i buty na koturnie. Do tego jeszcze dobrałam biżuterię.
Wyszłam z domu i szłam w stronę szkoły. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zobaczyłam komunikat, który informował mnie ze mam jedną, nie przeczytaną wiadomość. Wyświetlił mi się nie znany numer. Otworzyłam wiadomość:

 Cześć. Spotkajmy się dzisiaj o 20 przed szkołą. Omówimy co z tym esejem. Buziaczki. xoxo Niall 

Okay...czyli mam już plany na wieczór. Nawet dobrze, bo nie chciałoby mi się siedzieć samej w domu. Gdy doszłam do szkoły poszłam w stronę sali od angielskiego.
Przez całą lekcje bawiłam się długopisem, zastanawiając się czemu Niall chce omówić ten esej tak późno. Hm...ciekawe. Na przed ostatniej przerwie napisałam jeszcze do Vicki informując ją o wyjściu z Niall'em.
W drodze do domu weszłam do pierwszego spożywczaka i kupiłam jakieś słodycze i napoje, jakbyśmy zgłodnieli. Około 19:20 zaczęłam się szykować do wyjścia. Przebrałam się w czarne legginsy, fioletowa bluzkę z nadrukiem, a na ramiona zarzuciłam skórzaną kurtkę. Spakowałam jedzenie i picie do torby, założyłam czarne vasny i wyszłam z domu zakluczając drzwi. Szłam powoli na wyznaczone miejsce. Na miejscu byłam o 19:56, a Niall'a jeszcze nie było.
Stanęłam 5 metrów od budynku i rozglądałam się. Nagle ktoś złapał mnie za ramię . Serce zaczęło mi bić jak szalone. Odwróciłam się i kogo ujrzałam? Oczywiście Horana. Zabije go kiedyś -.-
-Ty chory jesteś?!- walnęłam go w ramię - zawału przez ciebie dostanę!
Blondyn zaczął się śmiać. Po 2 minutach patrzenia na niego jak się śmieje, przestał.
- O czym chciałeś pogadać? - ruszyłam przed siebie, a Niall szedł obok.
- W sumie to chodzi o esej... ale też chciałem się po prostu z Tobą spotkać - powiedział patrząc na mnie - Masz jakiś pomysł?
- Szczerze? Ani jednego... - powiedziałam ze spuszczoną głową - A ty?
- No ja mam... - uśmiechnął się i zaczął opowiadać swój plan.

Po 20 minutach omawiania wszystkiego w sprawie eseju zorientowałam się, zę nie wiem gdzie jesteśmy. Staliśmy przed jakimś opuszczonym domem. Był w dobrym stanie i wyglądał jakby nie dawno ktoś się z niego wyprowadził.
- Niall... ty wiesz gdzie my jesteśmy ? - zapytałam z niepokojem.
Horan zaczął się rozglądać i pokiwał przecząco głową.
- Świetnie... Ja nie znam drogi powrotnej. Ty pewnie też nie... - Spojrzałam na niego - więc zostaje nam tylko jedna opcja.
-Jaka? - zapytał.
- Zostając w tym domu - wskazałam na dom przed nami. Zrobił szerokie oczy, ale ruszył w jego stronę. Ja również poszłam w jego ślady. 
Miałam przeczucie, ze coś się stanie w tym domu, coś złego. Nie myliłam się.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka. Przepraszamy, że tak późno, ale szkoła -,- mamy nadzieję, że się spodoba i przepraszamy za wszelkie błędy. Dobranoc xoxo <3
Liarxx

1 komentarz: